Czasami jako rodzice mamy obawy, jak pomożemy dziecku w nauce języka, którego sami nie znamy. Być może z tego powodu nie cieszą nas prośby o zapisanie na kurs upatrzonego, modnego obecnie wśród młodzieży koreańskiego, japońskiego czy hiszpańskiego. Na szczęście nie trzeba być poliglotą, żeby być najlepszym kibicem dla małego ucznia, bo entuzjazm i cierpliwość znaczą więcej niż perfekcyjna znajomość gramatyki. To my najlepiej znamy własne dziecko i możemy sprawić, by nauka nie była problematyczna. Oto kilka wskazówek od naszej szkoły Al-Andalus, jak z wyczuciem towarzyszyć dziecku w językowej przygodzie.

Wsparcie emocjonalne ponad wszystko

Pierwsza zasada: obecność. Druga zasada (równie ważna): cierpliwość. Nauka języka to sinusoida. Raz dziecko wraca z kursu Al-andalus pełne entuzjazmu, innym razem frustruje się, bo ma dość powtarzania słówek. Nasza reakcja ma tu kluczowe znaczenie. Zamiast wytykać błędy czy wypytywać o problemy, należy chwalić wysiłek i najmniejsze postępy. Proste „Widzę, że się starasz, tak trzymaj!” działa cuda. Pozytywna atmosfera pomaga dziecku mówić swobodnie w obcym języku. W praktyce celebrowanie drobnych sukcesów naprawdę działa. Czy to nowe zapamiętane słówko, czy pierwsze samodzielnie zbudowane zdanie. Trzeba cieszyć się z takich momentów, ponieważ kiedy dziecko widzi, że jesteśmy dumni z jego starań, uczy się chętniej.

Organizacja zamiast chaosu

Nawet najlepszy zapał można ostudzić, gdy brakuje systematyczności. Do pewnego wieku dziecko potrzebuje rodzica, który będzie w stanie uchronić je przed chaosem. Nie chodzi o wiele, tylko o delikatne pokierowanie codziennością. Bardzo ważna jest pomoc w ustaleniu stałego rytmu nauki, czyli odrabianie pracy domowej nie na ostatni moment, ale np. zawsze w środowe popołudnie przy kubku kakao. Krótkie, regularne sesje (choćby 10-minutowa powtórka słówek) dają lepsze efekty niż godzina nauki raz na dwa tygodnie. Wprowadzenie takiego nawyku uczy, że język to naturalna część dnia, a nie coś od święta.

Język obcy na wyciągnięcie ręki

Dzieci potrzebują zanurzyć się w świat nauczanego języka, aby jak najszybciej robić progres. Jest to jeszcze bardziej kluczowe niż w przypadku nauki u dorosłych, ponieważ młodsi chłoną język jak gąbkę, jeśli są nim otoczeni. Rodzice powinni więc zadbać o domową atmosferę językową. Jak to zrobić? Na luzie i kreatywnie, wplatając język w codzienność. Wystarczą drobne językowe rytuały, np. rozpoczęcie dnia powitaniem w tym języku, oglądanie bajek w oryginale z napisami. Maluch będzie dumny, gdy rozpozna słówka poznane na zajęciach. Niech podczas zabawy w tle lecą piosenki, można też grać razem w proste gry. Warto też zagłębić się razem w kulturę, np. jeśli dziecko uczy się hiszpańskiego, urządźcie domową fiestę z tacosami i muzyką. Najważniejsze, by wszystko wynikało ze spontanicznej zabawy, a nie z obowiązku. Wówczas dziecko będzie miało frajdę i zobaczy, że język jest obecny wszędzie, nie tylko w szkolnej ławce.

Współpraca ze szkołą

Warto być w kontakcie z lektorem i pytać o postępy oraz o to, co jeszcze robić w domu, by utrwalać materiał. Jednocześnie nie zachowywać się jak domowy egzaminator. Wydaje się, że im więcej sprawdzianów urządzimy w domu, tym lepiej, a jest odwrotnie, gdyż przemęczenie gasi zapał. Można po prostu  zapytać „Czego fajnego się dziś nauczyłeś/nauczyłaś?”. Może dziecko opowie trochę o zajęciach i nauczy nas kilku słówek. I na koniec: ufamy nauczycielom. Jeśli na lekcjach jest dużo gier i rozmów zamiast wkuwania, to dobrze. Dzieci uczą się najskuteczniej właśnie poprzez zabawę.

Atmosfera i motywacja ponad oceny

Na koniec zostawiamy najważniejsze. Najbardziej liczy się atmosfera i motywacja. Jeśli dziecko lubi to, czego się uczy, czuje wsparcie i nie boi się błędów, postępy przyjdą naturalnie. Jeżeli dziecko ma ten sam język również w publicznej szkole, to należy pamiętać, że nawet jeśli zdobędzie ze sprawdzianu czwórkę zamiast piątki, to żaden dramat, a bardziej okazja do tego, by zobaczyć, czego jeszcze może się nauczyć. Języka uczymy się dla siebie, nie dla ocen. Piątka cieszy w konkretnym dniu, a prawdziwa znajomość języka cieszy całe życie. Liczy się, że dziecko z ciekawością obejrzy film po angielsku albo zagada po hiszpańsku za granicą, a nie procenty z testów. Bądźmy sprzymierzeńcami, nie cenzorami. Twórzmy dom, w którym język obcy jest czymś normalnym i ciekawym. Doceniajmy wysiłek, dawajmy przykład (bo przy okazji na pewno sami coś zapamiętamy i możemy się tym pochwalić w kontakcie z dzieckiem) i współpracujmy z nauczycielami. Wtedy mały człowiek nie tylko szybciej nauczy się języka, ale też szczerze go polubi, a może i nas zarazi językowym entuzjazmem.